Dwa miesiące po operacji

Tego wpisu w zasadzie miało nie być. Pomyślałam, że co miesięczne zdawanie relacji jest trochę nudne. Ale jednak postanowiłam, że drugi miesiąc i trzeci opiszę, potem szósty, dziewiąty i rok.

O, tak będzie najlepiej. W poprzednim poście Miesiąc po operacji, pisałam Wam jak się odżywiam i ile schudłam. Wtedy było to 9,4 kg. W drugim miesiącu schudłam 4,2 kg – razem 13,6 kg.

 

Pomyślicie, że 4,2 kg w miesiąc może schudnąć każdy grubasek, na całkiem sporej i zdrowej diecie. Owszem, to prawda.

Jedynie czym mogę się obronić, to moje stałe głodówki…. Przed operacją moje diety były bardzo ubogie. Kiedy na zdrowej diecie powinno spadać ok 1 kg tygodniowo, mi tyle spadało na głodówce (dlatego moje odchudzanie było mega męczące). I tak spada mi teraz. Ale nie ubolewam nad tym. Zawsze to lepiej dla skóry i samopoczucia, jeżeli waga leci wolnej niż szybciej – nawet po operacji. Nie jest to wyścig szczurów, że ja schudłam 14 kg, a ktoś operowany w tym samym czasie – 18 kg. Za jakiś czas i ja tyle będę miała na minusie, nie ma co się spieszyć. Teraz powtarzam sobie, że nie ma opcji by było gorzej – będzie już tylko lepiej :)

 

Moje mieszkanie załamuje mnie coraz bardziej – baterie do wymiany, sedes do wymiany, wannę też bym wymieniła. Tak spędza mi to sen z powiek (boję się, że jak walnie, to trzeba będzie zawory zakręcać), że nie siedzę i nie planuję swojej diety. Siedzę i czekam na Darka, by w końcu kupił nową armaturę :/ (http://mat-dom.pl/)

Jem w zasadzie to co mam. Nie mam już większych oporów przed jakimkolwiek jedzeniem. Nie rozdrabniam. Staram się dokładnie gryźć.

Co mogę jeść? Zupy i z warzywami i z makaronem, warzywa gotowane, mięso i ryby grillowane, sałatki, surówki, mięso duszone, dressingi, ryż, kasze, chleb, jogurty, serki, twaróg, soki 100% rozcieńczane, jadłam kabanosa, ser żółty, warzywa jak – pomidory, ogórek, papryka.. No może nie jadłam wszystkiego, ale dużo rzeczy i o ile jem powoli i dobrze gryzę to dobrze się czuję.

Dziś na śniadanie zjadłam pół jabłka i 4 plasterki pomarańczy. Zaczęłam od wczoraj pić czystek.

Zamówiłam odżywkę białkową. Nie na masę :D do suplementacji, na śniadanie. Rano nigdy nie mam na nic apetytu :/

Rowerek stacjonarny miałam kupić, jednak odpuściłam i pieniądze roztrwoniłam. I tyle było z moich postanowień :D

 

Życie po operacji nie jest łatwe, ale nie jest też ciężkie dla kogoś kto przyswoił sobie wiedzę przed operacją. Byłam nastawiona na takie życie.

Życie maleńkich porcji. Chciałoby się zjeść więcej. Nie z głodu, lecz z apetytu. Ale niestety nie da się tego przeskoczyć. Nie da się nawet podjadać między posiłkami, bo akurat wtedy apetyt jest przytłumiony. Najgorzej jest gdy ok. 0,5-1 godzinę przez posiłkiem dopada mnie straszny głód. Ale to taki, że aż wwierca się w żołądek. Ale czekam, zapijam. I po posiłku znika i głód i apetyt. Także da się wytrzymać. Niektóre osoby po operacji w ogóle nie czują głodu i to jest fenomen :D Niestety, mnie na nie-przyjemność nie ominęła.

Zaczęłam się więcej ruszać, choć nie nazwałabym tego ćwiczeniami. Brzuch trzeba oszczędzać do pół roku, więc sami widzicie…

 

No to chyba tyle… „po operacyjnie” widzimy się za miesiąc :D

IMG_2432

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Podziwiam! Za wytrwałość i to, że trzymasz się zasad. Ja bym chyba nie dała rady. Życzę dalszej wytrwałości, dotrzymywania postanowień i zdrowia :)

    • To się tylko tak wydaje :) Po operacji nawet największy grubasek i obżartuch traci swoje „smaki”. Dałabyś radę :D

  • Gratuluję wytrzymałości i efektów! Mi by się jakaś dieta przydała ale wieczny niedoczas ni nie pozwala zastanawiać sie na takimi sprawami. ;)